HomeFelietony

Kupujemy samoloty – znaczy my podatnicy, bo przecież rząd nie ma swoich pieniędzy. Kupujemy śmigłowce – znaczy my podatnicy, bo rząd nie ma swoich pieniędzy. No i bardzo dobrze, że kupujemy. Jak się mieszka w Polsce i chce się żyć w pokoju, to trzeba się szykować do wojny. To stara prawda, dzięki której wiele narodów żyje w sielance. Dlatego właśnie, że chcę żyć w pokoju chciałbym, żeby jednym z wiodących motywów nadchodzącej prezydenckiej kampanii wyborczej był temat dostępu Polaków do broni palnej.

Czytelnicy moich felietonów wiedzą, że mam filozofię podobną do słynnego Pawlaka (tego od pastowanego kabana), który mówił: „Ja za demokracją od czasu do czasu był, ale przeciw oszukańcom zawsze!”.

W Polsce podczas ostatniej wojny i po niej było wielu bohaterów,których historie znamy oraz wielu bezimiennych. Może gdyby poznać losy tych drugich, nie byłyby mniej heroiczne od tych pierwszych. Trudno to rozstrzygać, fakty są takie, że wśród tych znanych w jednym szeregu z Pileckim, Dekutowskim i Szendzielarzem stoi Marian Bernaciak. Młodzież powiedziałaby: przekozak. Każdy, kto choć trochę zna historię, wie że był to człowiek poza skalą bohaterstwa i umiłowania ojczyzny.

No może „nie lubię” – to zbyt wielkie słowa. Nie przepadamy za sobą. Nie jest to wujek krwi, ale mąż cioci. To wiele tłumaczy. Fakt jest jednak taki, że chemii między nami nie ma.

Kiedyś na wierzejach (drzwiach do stodoły) ktoś narysował kawałkiem kredy gołą babę. Dzieło nie było zbyt realistyczne, więc zostało podpisane – goła baba. Jakiś wiejski myśliciel dopisał obok: nie daj się zwieść.

Walka o zachowanie polskiej waluty w polskim Sejmie ma już swoją burzliwą historię. Poświęciłam jej ok. 80 wystąpień, 140 stron tekstu, wiele publikacji.  Zachęcam, szczególnie młodzież, do zapoznania się z nimi na mojej stronie internetowej www.maslowska.pl.  Obrona waluty narodowej to nie koniunkturalizm, to kwestia zasad i ekonomii.

Nie jest tajemnicą, że jeśli chodzi o sprawy wiary, jestem przedsoborowy i co za tym idzie – ekumenosceptyczny. W wielu obszarach jestem bliższy Bractwu Piusa X niż obecnym tendencjom dopasowywania się Kościoła do świata, czyli bliżej mi do BXVI niż do F – I. Problemem Kościoła jest to, że chce się zmienić, by pasować do świata, a nie zmienić świat, by pasował do nauki Jezusa Chrystusa.

Dla mnie dyskusja publiczna (polityczna) jest jak walka w oktagonie. Wchodząc tam, musisz być gotowy na najgorsze, nawet na to, że zginiesz. Oczywiście nie w sposób dosłowny, ale polityczny. Musisz być gotów na to, że twój przeciwnik użyje argumentów, które pogrążą cię w nicości. Sam też musisz być gotów, żeby użyć mizerykordii.

Dla jasności tematu – segreguję śmieci, nie wyrzucam ich do lasu, ani nimi nie palę w piecu. Nie wycinam drzew, tylko je sadzę. Jeśli mam wybór, to kupuję jajka od szczęśliwych kur i produkty z ekologicznych upraw oraz plantacji, na których nie wykorzystuje się do pracy dzieci, wieszam budki dla ptaków i dokarmiam je zimą etc.

Jako katolik mogę bez krępacji obchodzić Święta Bożego Narodzenia, nie tak jak co niektórzy z moich znajomych, ateiści, którzy mają z tym ewidentny problem. No bo w imię czego mają czcić narodziny kogoś, w kogo nie wierzą. Żeby było jasne, oczywiście zawsze im składam gorące życzenia nawrócenia i przypominam, że do chwili, kiedy tego nie uczynią, nie powinni ubierać choinki i przyjmować prezentów od Świętego Mikołaja.

Generalnie jest tak, że widzę się w roli rentiera. Nie sądzę, bym, posiadając nieograniczona ilość gotówki, mógł się nudzić – co to to nie. Zapewniam Państwa, że wiele osób razem ze mną też by się nie nudziło. Wydawanie hajsiwa uważam ze bardzo miłe zajęcie do chwili, gdy zaczyna z mojego konta wyglądać widmo debetu. I tu zaczynają się schody – dusza chciałaby do raju, ale kredyty nie daju. Mój szwajcarski przyjaciel Franek mówi: pracuj, chłopaku, pracuj, nie ociągaj się!

Czasem, gdy czytam kolorowe czasopisma, zastanawiam się, co by się stało, gdybyśmy dali je do poczytania ludziom kilkadziesiąt lat temu. Jako współcześni mamy problemy z tym, że Małgorzata Rozenek bardzo chce zostać mamą albo z tym, że Martyna Wojciechowska i Przemysław Kossakowski chcą kupić dom. Tym żyjemy, to nas zaprząta. A co by się stało, gdybyśmy te gazety dali do poczytania ludziom wywiezionym do Kazachstanu?

Mam kolegę, który twierdzi, że jeśli ktoś nie potrafi dowolnej sprawy wyjaśnić za pomocą porównań motoryzacyjnych, to oznacza, że albo nie potrafi tego wyjaśnić w ogóle, albo sprawa nie jest ważna. Można z tą teorią dyskutować, choć należy pamiętać,że jeden z najlepszych – jeśli nie najlepszy – prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej Ronald Reagan żądał, żeby zawsze rano na jego biurku leżała kartka formatu A 4 zapisana z jednej strony ze streszczeniem, co dzieje się na świecie.

Gdzie jest granica obłędu poprawności politycznej? Na samym początku podkreślam, że to, co piszę, nie jest tekstem satyrycznym, ta historia wydarzyła się naprawdę i mimo tego, że większość z nas będzie boki zrywać, to jest ona śmiertelnie poważna. Wariaci są wśród nas i żądają dla siebie miejsca w pierwszych rzędach w kinie demokracji. Mało tego, robią to skutecznie i niestety nieodwracalnie.

Trwa kanikuła i jak zwykle powracają deliberacje o wyroczni elegancji, o tym co wypada, a co nie wypada podczas wakacji. Nie przeszkadza mi to zbytnio, bo zasady dobrego wychowania wpojono mi w domu. Jeśli chodzi o rozważania na temat: jak to, jako nacja, bardzo odstajemy od innych swoją postawą, to tu zaczynają się schody, jak mawiał Wieniawa Długoszowski.

Świat obiegła informacja o tym, że konkursy piękności nigdy już nie będą takie same. Środowiska feministyczne złożone z byłych Miss doprowadziły do tego, że dziewczyny startujące w wyścigu do korony piękności nie będą występowały w strojach bikini.

„Doskonały kwiat to rzadkość. Można go szukać całe życie i nie będzie to życie zmarnowane”. To japońskie powiedzenie opisuje hanami, czyli tradycyjny japoński zwyczaj podziwiania urody kwiatów, w szczególności kwiatów wiśni. Trudno mi sobie wyobrazić bardziej spektakularną demonstrację piękna duszy ludzkiej. Trzeba być naprawdę wrażliwym człowiekiem, żeby poświęcić życie na poszukiwanie idealnego kwiatu. Moim zdaniem takie życie to ideał człowieczeństwa. I to nie zwierzę, nie robot, ale istota ludzka jest do tego zdolna. To my widzimy piękno, szukamy go, potrafimy poświęcić dla niego życie.

My, Polacy, znamy się na wszystkim, a najbardziej na polityce i piłce nożnej. Nie wiem, czy z tego powodu wybieramy polityków, którym instytucje trzyliterowe notorycznie skracają nazwiska do litery z kropką? I nigdy nie zdobyliśmy żadnego trofeum w piłce nożnej (poza igrzyskami w 1972). Zakładam, że to czysty przypadek. Dlatego wypowiem się na temat polityki i piłki nożnej.

Mam kolegę, który jest pasjonatem (choć może trzeba by powiedzieć: fanatykiem) historii Żołnierzy Niezłomnych i był nim na długo przed tym, gdy stało się to modne. Grzegorz Filipek, bo o nim mowa, jest skarbnicą wiedzy i to wiedzy unikatowej, gdyż opartej głównie o badania archiwalnych dokumentów źródłowych.

Artykuł zawiera informacje o działalności lądolodu skandynawskiego w plejstocenie (2,5 mln. lat – 10 000 lat temu) na terenach Mazowsza, Podlasia i Wyżyny Lubelskiej. W tym czasie z materiału skalnego przetransportowanego przez lód powstawały liczne głazowiska, dyslokacji uległy kry lodowcowe a na Podlasiu powstało duże pojezierze. Świat żywy Europy atakowanej przez zlodowacenie zaczął się zmieniać. Wymarły lub odeszły w cieplejsze rejony zwierzęta ciepłolubne. Ich miejsce zajęły zwierzęta przystosowane do życia w klimacie arktycznym. W okresach cieplejszych, w rejonie Puław (Góra Puławska) pojawili się ludzie reprezentujący kulturę oryniacką.